25.5.08
24.5.08
Oszołom, czy geniusz?
Ufff... Ale dawka informacji. Pierwsze wrażenie jest dość pozytywne - filmy są dość ładnie zrealizowane, przejżyste i wydaje mi się, że starają się być obiektywne, a nie sensacyjne. Jednak wizja przedstawiona przez Jonesa jest dość przerażająca - jeśli faktycznie takie są tendencje rozwoju to strach się bać. Jest jednak szansa, że to trochę przesadzone, jeśli nie wyssane częściowo z palca. Skrótowo pisząc - rząd Stanów Zjednoczonych bądź specjalnie dopuścił do ataków samolotami w WTC, bądź nawet lekko im pomógł, żeby przepchnąć ustawy ograniczające wolności osobiste Amerykanów, a to z kolei po to, żeby wytworzyć rasę niewolników w projekcie, który został ochrzczony New World Order. NWO ma być projektem totalnej przebudowy świata, konroli populacji, hodowania ludzi jak zwierząt i tego typu atrakcji.
Szczerze napisawszy, to wydaje mi się to dalece nieprawdopodobne. Jednak nijak nie jestem w stanie stwierdzić, czy ten facet mówi prawdę, czy może fantazjuje, no bo i jak. Co innego, że świeżo obejrzawszy te filmy jest się pod wrażeniem i sugestią twórcy, więc trudno zachować obiektywizm. Na razie idę spać - może jak ochłonę to napiszę coś więcej. Zapraszam do oglądania - brakuje jedynie polskich napisów (albo chociaż angielskich) - nie wszystko rozumiem, ale generalnie mówią dość wyraźnie.
Szczerze napisawszy, to wydaje mi się to dalece nieprawdopodobne. Jednak nijak nie jestem w stanie stwierdzić, czy ten facet mówi prawdę, czy może fantazjuje, no bo i jak. Co innego, że świeżo obejrzawszy te filmy jest się pod wrażeniem i sugestią twórcy, więc trudno zachować obiektywizm. Na razie idę spać - może jak ochłonę to napiszę coś więcej. Zapraszam do oglądania - brakuje jedynie polskich napisów (albo chociaż angielskich) - nie wszystko rozumiem, ale generalnie mówią dość wyraźnie.
Ciekawa sobota.
Sobota zapowiada się ciekawie. Wreszcie się wiziąłem za oglądanie tego całego Alexa Jonesa. Na pierwszy ogień idzie Endgame, potem ten o atakach z jedenastego września. Nie jestem jakimś wielkim fanem teorii spiskowych, ale podobno ten facet wie, co mówi. Zobaczymy.
22.5.08
20.5.08
Sarmacki Gonzalez.
Siedziałem sobie wczoraj w McDonaldzie (tfu... tfu...) i jadłem tortillę. Koło mnie posilała się dziwna rodzinka. Znaczy się rodzinka była normalna, ale dziecko było dziwne. Tak na oko lat może z 8, ale za to rzucał mu się ciemny zarost. Ponieważ, w przeciwieństwie do Pana Janusza Mikkego herbu Korwin, sądźę, że globalne ocieplenie nie istnieje, uznałem tego dziwacznego osobnika za freak of nature. Szamali wieśmaki.
11.5.08
Magia ciepłej niedzieli.
Jadę sobie moją ulubioną linią autobusową. Upał doskwiera, ale autobus jakoś dziwnie umyty (podniosą zaraz ceny biletów?) i toczy swój garb uroczy Smoczą, więc nie mam powodów do narzekania. W pewnym momencie wchodzi do autobusu para koło czterdziestki. Po chwili okazuje się, że są Amerykanami. Wyciągając moje gumowe ucho do granic nieprzyzwoitości, usiłuję wyłapać sens ich gadaniny. Idzie ciężko, ale parę rzeczy skumałem:
- I am not happy to be here.
- Well cośtam cośtam - to facet. I kontynuuje:
- Well what?
- Well, ANYTHING!
Jak się potem domyśliłem, pani z hameryki narzekała na jowatość miejsca pobytu (mąż zdaje się pracował dla jakiejś firmy w Warszawie). Że niby się tu nic nie dzieje i jest bryndza i serdel. Co ciekawe, mąż starał się bronić Polski (?) argumentacją dla mnie nieprzeniknioną (cośtam cośtam - ej wcale nie jest źle vel ich wina - cośtam cośtam). Wysiedli koło u McDonald'a.
- I am not happy to be here.
- Well cośtam cośtam - to facet. I kontynuuje:
- Well what?
- Well, ANYTHING!
Jak się potem domyśliłem, pani z hameryki narzekała na jowatość miejsca pobytu (mąż zdaje się pracował dla jakiejś firmy w Warszawie). Że niby się tu nic nie dzieje i jest bryndza i serdel. Co ciekawe, mąż starał się bronić Polski (?) argumentacją dla mnie nieprzeniknioną (cośtam cośtam - ej wcale nie jest źle vel ich wina - cośtam cośtam). Wysiedli koło u McDonald'a.
9.5.08
Dziwne to?
Można powiedzieć: "Dziwny facet". Ale czy można powiedzieć: "Dziwna kobieta"? Nie pasuje, nie?
P.S. Tak, wiem - zaraz odkryję, że "ą" i "ę" to różne litery.
P.S. Tak, wiem - zaraz odkryję, że "ą" i "ę" to różne litery.
6.5.08
Tybet i tysiącletnia Rzesza
Nie, nie będę mówił o Vril'u. Chciałem jedynie przestrzec "bojowników" o niepodległość Tybetu przed sytuacją w której Śląsk będzie się chciał odłączyć od Polski i zjednoczyć z tysiącletnią Rzeszą, że wtedy niektórzy będą przed Polskimi ambasadami skandować "Freedom to Silesia!". Bądź co bądź homofobiczna i zaściankowa Polska to odwieczny ciemieżca Śląska, nicht wa?
4.5.08
Antyszkoła?
W reżimowych placówkach oświaty (dlaczego reżimowych - bo są przymusowe) uczy się wielu rzeczy. Albo przynajmniej udaje się, że się uczy, bo, po pierwsze, liczy się norma, a nie efekt, a każdy uczeń jest inny, a po wtóre komu na tym zależy? Po czym to wiem? Ano nie po tym, że nasza wychowawczyni miło nas wspomina (ślini się też?), a po tym, że stopnie i nauki mają się nijak do zmieniającego rządu i frontu, a także do zwykłego życia.
1.5.08
Spoko...
22.4.08
Znużenie?
Najpierw Korwin gada przez 15 minut jak to rodzice (w tym przypadku matka) decydują, kiedy córka może wyjść za mąż, a następnie, jak gdyby nigdy nic stwierdza, że obiektywnym (z definicji) momentem gotowości jest możliwość posiadania dzieci (czyli bezpłodne nie powinny wychodzić za mąż - ale się o tym przekonać - szczególnie katolik?). Pełna konsekwencja, nie ma co. Jeśli jest tu jakiś skrót myślowy, to ja go nie rozumiem. Proszę łopatologiczniej, bo na razie to wyszedł bełkot.
21.4.08
Nanotechnologia w buszu
Czasem zastanawiam się, co myślą ludzie prości i surowi, jak stykają się z czymś wysublimowanym, z czymś skomplikowanym, z jakąś koncepcją, czy ideą, którą jest trudno pojąć. Z jakąś materią delikatną, wszechstronną, bądź wąską, lecz głęboką. Z jakimś aparatem pojęć wychodzącym poza normalny świat codzienny, którego synonimem są dziś zmagania z codziennością podsycone sosem "ideolo" serwowanym przez mainstream'owe media. A muszę przyznać, że w życiu zdarzało się mi nawet wykorzystywać pewne zdolności do konstruowania antynomii, czy wręcz dręczenia naturalnej polskiej przewrotności i przekory, żeby, tylko i wyłącznie, obserwować jak kogoś regularnie trafia szlag. Choćby i najdelikatniej. Może i jest w tym jakaś doza zadufania w sobie, jakieś szaleństwo każące mi patrzeć na innych z góry. Na swoją obronę mam, niestety, niewiele. Ano może tyle, że nie robię tego za często, ale i zaraz można by rzec, że i okazji mam niewiele, ofiar jak na lekarstwo, każdy stara się wykonywać jakieś myki i wygibasy.
Styl ten, jakkolwiek może nie ozdobny, ani salonowy (czy aby na pewno?) nie przysparza mi sympatii, znajomych, czy koleżeństwa innych. Ot, wychodzę na zwykłego nadęciocha, człowieka "co to zawsze wie lepiej". A rzeczą wcale nie najprostszą jest wychodzenie z potyczek ręką obronną, tak, żeby pod koniec dnia palec Magoga logiki, Demiurga rozumowego podejścia do wszechrzeczy, przesunął paciorek w moją stronę. Ha! Ja nawet nie mam pojęcia czasem, czy aby ktoś nie patrzy na to z antypodejściem - wizją odwrotną, a pragmatyzm i darwinizm wcale nie dodają mi otuchy (czyśbym był też próżniakiem?). Pytanie, czy tak należy postępować, chyba odłożę ad acta, bo i nic z takich rozważań nie wyniknie, przynajmniej niewiele, ot może spostrzeżenie, że w życiu trzeba być oślizgłym gadem; a czy trzeba?
Paskudna skaza umysłu, jaką jest przerośnięte funkcjonowanie gruczołu abstrakcji, co to włada każdą myślą i każe wszysko rozkładać na specyficzne dla niej płaszczyzny, spycha mnie w czeluść niezrozumienia i w końcu chyba drwiny, bo co komu z nawet najszerzej opisanego i poszatkowanego oglądu świata, jeśli wnioski z niego wynikające (a także, nie bądźmy naiwni, często i jego siła sprawcza) stoją w sprzeczności z czyimś dobrobytem i ukontentowaniem.
Ale jednak pewna rzecz pozostaje, jest coś, co uznać trzeba za umysłowy zysk, za "urobek" intelektualny, plon poznawczy pękający pokłosiem ziarna myśli. Jest to poznanie, zgłębienie i wydedukowanie natury pragnień swojej ofiary bądź, jeśli o to chodzi, kata. Bo jakkolwiek nie byłbym głęboko przekonany o jednostronności takiego podejścia, wzbogacenie które dzięki temu uzyskuję jest warte katusz (przyznajmy - nie najstraszniejszych) niezrozumienia. Co sądzą inni, czas pokaże...
Styl ten, jakkolwiek może nie ozdobny, ani salonowy (czy aby na pewno?) nie przysparza mi sympatii, znajomych, czy koleżeństwa innych. Ot, wychodzę na zwykłego nadęciocha, człowieka "co to zawsze wie lepiej". A rzeczą wcale nie najprostszą jest wychodzenie z potyczek ręką obronną, tak, żeby pod koniec dnia palec Magoga logiki, Demiurga rozumowego podejścia do wszechrzeczy, przesunął paciorek w moją stronę. Ha! Ja nawet nie mam pojęcia czasem, czy aby ktoś nie patrzy na to z antypodejściem - wizją odwrotną, a pragmatyzm i darwinizm wcale nie dodają mi otuchy (czyśbym był też próżniakiem?). Pytanie, czy tak należy postępować, chyba odłożę ad acta, bo i nic z takich rozważań nie wyniknie, przynajmniej niewiele, ot może spostrzeżenie, że w życiu trzeba być oślizgłym gadem; a czy trzeba?
Paskudna skaza umysłu, jaką jest przerośnięte funkcjonowanie gruczołu abstrakcji, co to włada każdą myślą i każe wszysko rozkładać na specyficzne dla niej płaszczyzny, spycha mnie w czeluść niezrozumienia i w końcu chyba drwiny, bo co komu z nawet najszerzej opisanego i poszatkowanego oglądu świata, jeśli wnioski z niego wynikające (a także, nie bądźmy naiwni, często i jego siła sprawcza) stoją w sprzeczności z czyimś dobrobytem i ukontentowaniem.
Ale jednak pewna rzecz pozostaje, jest coś, co uznać trzeba za umysłowy zysk, za "urobek" intelektualny, plon poznawczy pękający pokłosiem ziarna myśli. Jest to poznanie, zgłębienie i wydedukowanie natury pragnień swojej ofiary bądź, jeśli o to chodzi, kata. Bo jakkolwiek nie byłbym głęboko przekonany o jednostronności takiego podejścia, wzbogacenie które dzięki temu uzyskuję jest warte katusz (przyznajmy - nie najstraszniejszych) niezrozumienia. Co sądzą inni, czas pokaże...
18.4.08
Okruchy myśli warszawskiego cwaniaczka
Czas temu pewien, rozmawiałem o wejściu, integracji i generalnie polityce, z pewnym moim kumplem (łap się kumpel za rumpel, rzucaj kufę za rufę, wyciągniem ją wieczorem i nalejem w kufel), warszawiakiem z dziada pradziada. Może i był trochę polit-wiecie-co, ale pewien zdrowy dystans do tego całego bajzlu miał. Powiedział tak: "trzeba wpuścić Niemców do Polski, żeby nam pobudowali autostrady, a potem ich przepędzić". Jednak czy łatwo o bogatego Niemca łamagie?
15.4.08
Jakość okruchów
Jestem ostatnio zaganiany. Mam wiele spraw na głowie, a w niej samej mętlik. Dlatego jakość wpisów ostatnio spadła - wybaczcie. Jak ogarnę to wszystko, poprawię się na pewno, obiecuję. A propos - flanky gdzieś wyparował. Czy ktoś widział libertarianina flankiego?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

